klarzeta.jpg

klarzeta.jpg

Kocie opowieści

Klara miała klarzęta, raz. Ojców było wielu: conajmniej trzech było czarnych, conajmniej jeden -- szary, pręgowany. Klarzęta -- Maszeńka, Myszkin i Bezimienna -- wszystkie były czarne z białymi dodatkami, jak Klara. Klara dostała specjalne pudło, żeby w nim rodzić i mieszkać z klarzęty swymi i nawet je, to znaczy pudło, do czasu akceptowała. Pewnej niedzieli było widać, że poród już blisko. Klara była szalenie zdenerwowana. Spędziłam z nią całą niedzielę, pozwalając jej, by lizała mnie godzinami, głaszcząc ją. Po południu stwierdziła, że musi wejść do szafy. Zawsze lubiła tę szafę, ale nie wolno jej było do niej wchodzić. W niedzielę okazała się całkiem zdecydowana, że MUSI do niej wejść. Po jakimś czasie uległam, otworzyłam szafę, a Klara ulokowała się na ulubionej środkowej półce. Uspokoiła się trochę i po paru godzinach nawet zgodziła się na powrót do pudła. W poniedziałek przed szóstą rano urodziła swoje małe, całkiem sama. Kiedy się obudziliśmy, właśnie oblizywała ostatnie. Była bardzo zmęczona. Dostała miseczkę z wodą i wypiła ją chyba całą od razu.

Klarzęta wyglądały jak przecineczki, mniejsze niż dłoń.

Mieszkali sobie wszyscy czworo przez jakiś czas w pudle, aż nadszedł czas, kiedy Klara ponownie była całkiem zdecydowana, że MUSI przenieść się z małymi do szafy. Nosiła małe tak długo pod szafę, aż stało się jasne, że prędzej je tym zamęczy, niż zrezygnuje. Cóż było robić -- ubrania ze środkowej półki usunęliśmy i przez jakiś czas składowaliśmy w stosach na podłodze, jak gazety w BUW-ie. Szafa jest bardzo głęboka. Klara ulokowała się z dziećmi na samym końcu półki. Wszystko było świetnie, dopóki małe nie zaczęły pełzać. Półka jest na wysokości około metra i wyobrażanie sobie, jak będzie wyglądać małe klarzę, które z niej wypadło na podłogę, nie było miłe. Udało się przekonać Klarę do przeniesienia do pudła, które zostało specjalnie ulokowane pod szafą, żeby zrobić kotce przyjemność.

Klarzęta były niezmiernie ruchliwe, zwłaszcza Maszeńka, chyba to ona była najmłodsza. Zaczęły biegać. Nigdy nie zapomnę im tego, że przez pewien czas budziły się regularnie około 3:30 i szalały -- a Klara wraz z nimi, chyba usiłując je poskromić. Widać było, że Klara ma ich coraz bardziej dość; skądinąd, matką była bardzo obowiązkową: lizała je z całej siły, przytrzymując mocno łapą, tak że aż piszczały. Kiedy miały około ośmiu tygodni, zostały oddane dobrym ludziom. Maszeńka mieszka z Martą i do dziś jest bardzo ruchliwa. Klara już nie. Szaleje tylko od czasu do czasu, kilka razy dziennie i wygląda wtedy, jakby się czuła (i była) wielką, złą tygrysicą.

To wszystko wydarzyło się naprawdę. Poród odbył się 26 czerwca 1995 roku.


Ania

- - - Index - - -
sponsor strony