szarsza.jpg

szarsza.jpg

Kocie opowieści

Pusiar ganiał Kropke. Kropka uciekała przed Pusiarem. Od roku. Koty żyją w niewoli zazwyczaj około 15 lat. Mając perspektywe takiej monotonii przez najblizsze 13 lat usnąłem znudzony. Potem wydarzenia potoczyły się szybko:
  • Krystyna zaproponowała dwa kotki;
  • dwie;
  • zastanawiałem się;
  • obudziłem się;
  • Krystyna zaproponowała dwa kotki;
  • dwie;
  • dojazd był dosyć wygodny, Michał pomógł;
  • polecam pizze u Krystyny.
Kotki były małe, kochane, ufne (ale nie do przesady Odiego), ostre tu i ówdzie. Piszczały (ale nie do przesady ...). W domu zostały przyjęte nieufnie, ale Pusiar i Kropka czesto miewały gości, więc wiedziałem, że jakoś to będzie. Imiona przyszły same, przy pierwszym przedstawianiu małych gościom. Biała polubiła ludzi, Kropka polubiła Szarszą. Pusiar nie wie już co ma ganiać. Bywa też ganiany.
Robert

Miaulinki znalazły się pewnego lipcowego wieczora, kiedy postanowiłam naprawić dach stodoły. Był upał i robotnicy zaczęli pracować dopiero wieczorem.
- Pani zobaczy, co tu jest! zawołał któryś.
I rzeczywiście było. Dwa puchatki, mieszczące się w jednej babskiej ręce. W dodatku zupełnie dzikie i wcale nie chciały siedzieć w tej ręce. Jeść chciały i nauczyły się w ciągu jednego dnia. Tak samo używać kuwety.

Nie wiem, czy ich matka zginęła, czy po prostu straciła pokarm i porzuciła dzieciaki. Wynoszenie maluchów do stodoły nic nie dało. Kociaki wracały pod dom, a żadna kotowa nie pojawiła się w pobliżu. W ciągu dwóch dni adoptowały mnie na mamę - popiskiwały na powitanie, domagały się pieszczot i... wspinały po mojej nodze na bardzo ostrych wysokogórskich rakach. Moje początkowe obawy, że są za małe, żeby przeżyć okazły się wręcz śmieszne. Miaulinki rosły błyskawicznie i były bardzo samodzielne. Szczególnie Biała - beztrosko pakowała się w kłopoty a potem wołała o pomoc. Szarsza była bardziej nieufna - właziła jako druga, a koło psa nie przeszła nawet jako druga. Z początku usiłowały ssać Pafcia, na co ten reagował oburzonym syczeniem, ale dość szybko zrozumiały, że tej jednej funkcji mamy kot nie spełni.

A potem było smołowanie naprawionych dachów. I wszystko co się rusza (łącznie ze mną i kilkoma gośćmi, którzy akurat wtedy mieli nieszczęście złożyć mi wizytę) wlazło w smołę. I najgrzeczniej dały się wyszorować właśnie Miauleństwa. Zniosły to ze stoickim wręcz spokojem. Dużo lepiej niż niektóre duże, łyse koty na dwóch łapach ...

Do swojego opiekuna trafiły właściwie jako prezent ślubny. O ile dobrze pamiętam zaproponowałam mu je właśnie na wiadomość o ślubie... Już dawno przestały być Miauleństwami. Są raczej Bardzo Dużymi Kotami. Mam nadzieje, ze nie pamiętają samotnego oczekiwania w stodole na kocią mamę...


Maszna, 3 lipca 1999r.
Krystyna

- - - Index - - -
sponsor strony