|
Wrzesień 1998
Gasia wraz ze swą siostrą (bratem?) została przyprowadzona
przez swoją Mamę na działkę sąsiadów. Jej Mama była znanym w okolicy
penetratorem śmietnikow.
Owego dnia Mama przyprowadziła swe dzieci na działkę sąsiadów i skryła się.
Dzieci sąsiadów zaczęły się bawić z bratem (siostrą?) Gasi, jeszcze wtedy
małym kotkiem pełnym nieufności, który natychmiast uciekł na drzewo.
Dzieci sąsiadów zawołały na pomoc mojego Ojca, aby zdjął Gasię, a jeszcze
wtedy nie umiała schodzić z drzew.
Ojciec wraz z Mamą mieli uszy pełne moich ,,chcę mieć kotka'' i ,,będę miała
kotka'', nie zwlekając przybiegli i oto Gasia bez żadnego problemu dała się
Ojcu zdjąć z drzewa i położyla łepek na jego szerokiej piersi.
W tej samej chwili Rodzice bez słowa wyszli z działki sąsiadow i zgodnie
ponieśli Gasię do domu, co oznaczało, że mam kotka z Przeznaczenia.
A brat czy też siostra Gasi, stworzonko podobno nawet jeszcze ładniejsze od
Gasi (?), pręgowane jak tigerek, znalazło dom u całkiem innych sąsiadów.
Mama Gasi, jak sądzimy, oglądała to z daleka i zadowolona wróciła do swego
domu.
Następnego dnia zostałam wezwana do kotka, nazwanego przez ojca
Ignacym
(swoją drogą jak On mógł!). Malutki kłębuszek spał na fotelu
przykrytym
pasiastym kilimem. Do dziś Gasia kilim ten wozi ze sobą w podróże.
Kotek powoli otwiera oczka. Mama uprzedza, że kotek jest nieufny i nie daje
się głaskać nikomu prócz Ojca
(z żalem to mówi, bo kotek nie daje się
głaskac też jej).
Ojciec podnosi kotka i kładzie w moje ramiona.
I oto kotek przytula się i zaczyna mruczeć !!! - - -
Moje serce topi się w jednej chwili.
Tak brzmi legenda...
Ale zresztą jest to prawda. Kotek znalazł się w moim domu dokładnie 9
września.
A po zachowaniu Gasi na działce od razu widać, że jest potomkiem kocich
królow lasu. Ma też znakomite wyniki łowieckie.
Iwona
|